Schizma.

Schizma

Uczestnicząc w wigilijnej mszy wbrew zakazowi hierarchii kościelnej, 
kilka tysięcy naszych rodaków zamieszkałych w USA zdecydowało się na zbiorowe popełnienie grzechu śmiertelnego. Buntownikom przewodzi młody polski ksiądz z Żagania...

Tegoroczna pasterka w „polskiej” parafii katolickiej św. Stanisława Kostki w Saint Louis (USA) znalazła się na czołówkach wielu amerykańskich gazet. Mszę odprawił świeżo ekskomunikowany (16 grudnia 2005 r.) 31-letni ksiądz Marek Bożek (fot. 1 i 2). Mimo pogróżek ordynariusza archidiecezji St. Louis, arcybiskupa Raymonda Burke’a (fot. obok), że uczestnictwo w uroczystościach jest równoznaczne z popełnieniem grzechu śmiertelnego, na ten samobójczy krok zdecydowało się ponad 2 tysiące naszych rodaków. Ryzyko popełnienia grzechu mniejszej wagi podjęło również kilkuset rodowitych Amerykanów, którzy demonstrowali poparcie dla polskiej schizmy.

Parafia św. Stanisława Kostki jest ewenementem, i to prawdopodobnie na skalę światową, gdyż ma w papierach gwarancję, że żaden biskup nie może kontrolować jej finansów. 
Kościół wybudowali polscy imigranci pod koniec XIX wieku. Ówczesny ordynariusz Saint Louis – abp Peter Kenrick – podpisał 8 maja 1891 r. uroczystą deklarację, na mocy której zarówno tytuł własności ziemskiej, jak i pozostały majątek parafii zostały notarialnie przekazane „na wieczność” korporacji należącej do wiernych, a zarządzanej przez Radę Dyrektorów. Na tyle przedsiębiorczych, że aktualna wartość wspólnego dobra szacowana jest na 9,5 miliona dolarów (m.in. 3,2 ha ziemi bezpośrednio przyległej do kościoła oraz supernowoczesne Centrum Polskiego Dziedzictwa o wartości 2,5 mln dol.).

Jak już wielokrotnie pisaliśmy, amerykański Kościół kat. przeżywa finansową zapaść z powodu licznych i wysokich odszkodowań dla ofiar seksualnego molestowania przez księży (np. archidiecezja Portland w stanie Oregon wystąpiła do sądu o ogłoszenie bankructwa). Nie dziwi zatem, że w lipcu 2003 r. arcybiskup Justin Rigali (poprzednik abpa Burke’a) powiadomił Radę Dyrektorów od św. Stanisława Kostki, że „Archidiecezja ma życzenie przejęcia kontroli nad aktywami finansowymi i własnością ziemską parafii”, gdyż... utrzymująca się od ponad wieku sytuacja jest niezgodna z prawem kanonicznym.
Ordynariusz zobaczył figę i odpuścił. Gdy w grudniu 2003 r. zastąpił go abp Burke, kwestia pieniędzy zaogniła się do czerwoności.
Najpierw okazało się, że proboszcz ks. Phillip Bene podbiera ukradkiem ze wspólnej kasy: „W bardzo krótkim czasie wydał dziesiątki tysięcy dolarów z konta przeznaczonego na opłaty bieżących wydatków i tym samym – po raz pierwszy w historii parafii – ksiądz roztrwonił środki finansowe powierzone jego administracji” – czytamy w komunikacie Rady Dyrektorów.
Gdy wierni pozbawili plebana kontroli nad finansami i po raz kolejny odmówili (w demokratycznym referendum, 299 głosami przeciwko 5) ordynariuszowi dostępu do żłobu, w sierpniu 2004 r. arcybiskup odwołał z parafii wszystkich księży oraz zabronił odprawiania w kościele mszy, zaś wiernym – uczestnictwa w „nielegalnych” uroczystościach. „Kto złamie polecenie, popełni grzech śmiertelny” – napisał w specjalnym dekrecie arcypasterz.
Parafianie próbowali zainteresować problemem biskupów polskich, szukali nawet pomocy u samego papieża Jana Pawła II. Niestety, hierarchom znad Wisły sprawa w ogóle nie mieściła się w głowie, zaś Watykan jak zwykle stanął murem za bratem w biskupstwie, nakazując owieczkom ślepe posłuszeństwo, a przede wszystkim – dobrowolne oddanie zgromadzonego majątku.

Ludzie z Saint Louis ani myśleli trwonić krwawicy przodków na fundusz solidarności z pedofilami:

– Właśnie z konieczności płacenia odszkodowań wzięła się „konsolidacja” diecezji poprzez zamykanie „nierentownych” parafii i sprzedaży ich nieruchomości. Kiedyś było pięć polskich kościołów w Saint Louis. Na przestrzeni lat były one stopniowo zamykane, a nieruchomości sprzedawane, co zasilało kasę archidiecezji. Został jeden... Oczywiście, arcybiskup na prawo i lewo deklaruje, że polskiej parafii nie zamknie i ziemi nie sprzeda, ale uchyla się od podpisania kontraktu, który dawałby nam możliwość dochodzenia w sądzie odszkodowania w wypadku złamania słowa przez władze diecezji. Krótko mówiąc: bronimy dorobku polskiej emigracji w Saint Louis za ostatnie 125 lat. To dla nas ważniejsze niż nabijanie kabzy arcybiskupa w imię „jedności Kościoła” i przestrzegania prawa kanonicznego – tłumaczy Piotr Kornacki z parafii św. Stanisława Kostki.

[Redakcja "Faktów i Mitów" pozwoliła sobie bez mojej wiedzy i zgody wykorzystać fragmenty mojego listu opublikowanego w Tygodniku Internetowym www.polskiejutro.com w styczniu 2005. 

http://www.polskiejutro.com/art/a.php?p=140-141nadeslane&m=r#edytor

Nie szkodzi, ważnie jest przesłanie a nie posłaniec. Piotr Kornacki]


A że nie było w Ameryce odważnego księdza, który zgodziłby się osieroconych duszpastersko poratować, to nawet po śmierci JPII nie pozwolił arcybiskup – mimo usilnych próśb – mszy w polskiej parafii odprawić.

http://www.polskiejutro.com/art/a.php?p=154nadeslane&m=r#edytor


Taka sytuacja utrzymywała się aż do ubiegłorocznego grudnia...

Marek Bożek urodził się 18 grudnia 1974 r. w Ża-ganiu. Postanowił 
zostać księdzem i wstąpił do Hosianum – Wyższego Seminarium Duchownego w Olsztynie.
– Odszedł w 2000 roku po trzech pomyślnie zaliczonych semestrach. Rektorem był wówczas ksiądz prałat Jan Guzowski i to on nakłonił Bożka do rezygnacji – ujawnił nam ks. prof. Władysław Nowak, rektor olsztyńskiej uczelni.
– Czy prawdą jest, że zarzucano mu orientację homoseksualną? – zapytaliśmy, bogatsi w wiedzę z tzw. kontrolowanych przecieków, wypuszczanych przez otoczenie abpa Burke’a.
– Mogę potwierdzić tylko, że chodziło o kwestie obyczajowe – odpowiedział ks. Nowak.
Z 85 dolarami w kieszeni („oraz listem polecającym metropolity warmińskiego księdza arcybiskupa Edmunda Piszcza” – twierdzi nasz olsztyński informator) Bożek pojechał do Ameryki. Tam dokończył studia i został księdzem diecezji Springfield-Cape Girardeau, zarządzanej przez biskupa Johna Leibrechta.
Delegacja z Saint Louis dotarła do młodego księdza, gdy był wikariuszem parafii św. Agnieszki w Springfield...

2 grudnia 2005 r. ks. Bożek oznajmił swemu biskupowi, że samowolnie rezygnuje z funkcji wikarego i udaje się do St. Louis, by objąć stanowisko proboszcza w parafii św. Stanisława Kostki, za co dwa tygodnie później abp Burke obłożył ks. Bożka ekskomuniką, tzn. wykluczeniem ze wspólnoty Kościoła kat. (6-osobowa Rada Dyrektorów z Billem Bialczakiem na czele skierowanie do piekła otrzymała nieco wcześniej).
Nasz rodak z Żagania jednak nie pękł i tak oto skomentował klątwę: – Niektórzy ludzie z hierarchii Kościoła poczuli się zagrożeni tym, co dzieje się w parafii. Oskarżono nas o schizmę i uznano za ekskomunikowanych, bo pragniemy pozostać przy wierze naszych ojców. Kara jest zbyt poważna, aby ją lekko potraktować i będziemy odwoływać się do Stolicy Apostolskiej, w nadziei że Ojciec Święty zrozumie wyrządzoną nam niesprawiedliwość.
Odkładając na później proceduralne przepychanki z Watykanem, parafia w St. Louis pełną parą rozpoczęła przygotowania do świąt Bożego Narodzenia...
W Wigilię kościół trzeszczał w szwach (fot. 3), choć w rejestrach parafii figuruje zaledwie 450 dusz. Roztoczony przez abpa Burke’a zapach siarki przyciągnął na pasterkę tłumy wiernych i ciekawskich. Masowo przyjmowali komunię, śpiewom i radości z pokazania wała arcybiskupowi nie było końca.
„Każdy może zostać pasterzem. Kościół to nie księża, nie biskupi, nie papież. Kościół to wy!” – mówił w kazaniu ks. Bożek. 
Amerykański sen...

ANNA TARCZYŃSKA
współpraca: TN, KC